Zoolog Amanda Vincent z Oksfordu stwierdziła, że koniki morskie najwyraźniej są wierne swemu partnerowi do końca życia. Jak poinformowała londyńska gazeta The Times, dr Vincent ze zdumieniem odkryła takie przywiązanie wśród ryb, badając gatunek Hippocampus whitei, który osiąga długość 10 centymetrów, a występuje w okolicach południowo-wschodniego wybrzeża Australii. Zauważono, iż każdego ranka samczyk czeka na swą partnerkę w uprzednio przygotowanym miejscu. Kiedy się spotykają, zmieniają barwę i zaczynają tańczyć. Wspólnie wydają potomstwo. Samiczka umieszcza ikrę w specjalnej torebce lęgowej na ogonie samca, gdzie jaja są zapładniane i zostają aż do wylęgu. Jeżeli jedno umrze, drugie zwiąże się tylko z tym konikiem morskim, który nie ma swego partnera. Niestety owe urocze stworzenia są zagrożone, gdyż każdego roku miliony z nich wyławia się do akwariów oraz wykorzystuje w azjatyckiej medycynie ludowej.

W 1994 roku „liczba osób oczekujących na przeszczep organu” w USA „niemal trzykrotnie przekraczała liczbę dawców” — czytamy w The Journal of the American Medical Association. Od 1988 do 1994 roku liczba biorców wzrosła o 49 procent, a dawców tylko o 37. Ponieważ popyt na narządy przewyższa podaż, niektórzy pacjenci będący w bardzo ciężkim stanie umarli, nie doczekawszy się potrzebnego organu. W czasopiśmie New Scientist tak skomentowano tę kłopotliwą sytuację: „W miarę jak transplantacja staje się zabiegiem rutynowym, decyduje się na nią coraz więcej ludzi, w związku z czym lista stale rośnie”. Dlatego nadmieniono, iż „przeszczepy organów padły ofiarą własnego sukcesu”.